Leopold Okulicki

(1898 – 1946), ps. „Niedźwiadek”, gen. bryg. Wojska Polskiego, współorganizator SZP-ZWZ-AK, ostatni komendant główny Armii Krajowej
IPN

Biogram

   
         

 

1945–1946. PRZED CZERWONYM TRYBUNAŁEM

Od marca do czerwca 1945 r. generał Leopold Okulicki przechodził drugie w swoim życiu ciężkie śledztwo w NKWD. Celem przesłuchań i całego systemu wyrafinowanego oddziaływania na psychikę więźnia było przygotowanie jego i pozostałych piętnastu „oskarżonych” do wielkiego pokazowego procesu.
Tajemnicze zniknięcie szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego zapoczątkowało przejściowy kryzys w sielskich dotąd stosunkach Zachodu z ZSRR. Aresztowanie to było naruszeniem postanowień jałtańskich i miało zapewne wpłynąć na postawę tzw. Komisji Trzech, toczącej spory o kandydatów do przyszłego rządu polskiego. Dopiero 3 maja 1945 r. na konferencji założycielskiej ONZ w San Francisco Mołotow oficjalnie potwierdził informację o aresztowaniu, a 4 maja w rozmowie z brytyjskim ministrem Anthonym Edenem, poruszając ten temat, mówił właściwie tylko o Okulickim: „Ten człowiek był główną osobą w całej grupie i był dobrze znany władzom sowieckim jako jawny wróg Związku Radzieckiego. Był on szefem sztabu u generała Andersa. Oprócz działalności dywersyjnej prowadzonej pod kierownictwem generała Okulickiego, której ofiarą padło stu oficerów i żołnierzy Armii Czerwonej [ta cyfra z pewnością została ad hoc wymyślona, NKWD-zistów i żołnierzy sowieckich zginęło na pewno więcej, ale ich liczba była najmniej ważnym aspektem tej sprawy – J.P.], grupa ta na terytorium polskim używała nielegalnych radiostacji”.
Gdyby Okulicki był na wolności i mógł te słowa usłyszeć, byłby z pewnością zadowolony – śmiertelny wróg wystawił mu wyższą notę niż którykolwiek z rodaków, oceniając go jako najwybitniejszą indywidualność wśród aresztowanych. Mniej radości sprawiłaby mu odpowiedź „sojuszniczego” ministra Edena, który przyznał, że „z tego wszystkiego, co wie, on [Okulicki – J.P.] mógłby być winny, ale jeżeli chodzi o innych [aresztowanych – J.P.] to jest to zupełnie inna sprawa”. Eden na temat „winy” Okulickiego nie miał żadnych informacji, ale w ten sposób wyraził zgodę aliantów na sądową zemstę bolszewików na dowódcy AK. Ta deklaracja Edena z polityką nie miała już chyba nic wspólnego.
Równie dużo uwagi i zaciekłości poświęcił Okulickiemu Stalin. Podczas spotkań z dyplomatami amerykańskimi Avellerem Harrimanem i Georgym H. Hopkinsem (30–31 maja 1945 r. w Moskwie) sowiecki dyktator z pasją atakował generała, traktując go jako najbardziej niebezpiecznego przeciwnika i przestępcę. W efekcie uzyskał taką oto deklarację Hopkinsa: „Dziś wieczorem powiedziałem Stalinowi o nieprzychylnej reakcji amerykańskiej opinii publicznej wywołanej sprawą aresztowanych Polaków, wyrażając mu jasno, że nie interesuje nas w ogóle generał Okulicki”.
Zapewne alianci naiwnie wyobrażali sobie, że poświęcając Okulickiego, wytargują od Stalina wolność dla pozostałych polskich przywódców.
Pokazowy proces szesnastu zdradziecko aresztowanych polskich przywódców toczył się w Domu Związków Zawodowych (odbywały się tam słynne pokazowe procesy moskiewskie w latach trzydziestych) w dniach 18–21 czerwca 1945 r. równocześnie z trwającymi pertraktacjami w sprawie TRJN, niewątpliwie jako barbarzyński środek nacisku na Mikołajczyka i jego zwolenników. Aresztowani przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego oskarżeni zostali o organizowanie zbrojnej działalności na zapleczu Armii Czerwonej i niewykonanie zarządzenia władz sowieckich o ujawnianiu organizacji, zdaniu broni, radiostacji i radioodbiorników. Większość podsądnych została złamana śledztwem. Tylko nieliczni, wśród nich Okulicki, odmówili skorzystania z usług adwokatów sowieckich i bronili się sami. Okulicki zachował do końca godną i budzącą podziw postawę. Konsekwentnie realizował własną linię obrony, nie dając się zbić z tropu przewodniczącemu kompletu sędziowskiego Wasylijowi Ulrychowi. Stoczył zaciekły pojedynek z prokuratorami Nikołajem Afanasjewem i Romanem Rudenką, z którego na pewno nie wyszedł pokonany. „Okulicki zwalczał oskarżenia ze zdecydowaniem i zaciętością, którą zasłużył sobie na szacunek i podziw osób bezstronnych. Kiedy jego zawzięty pojedynek z prokuratorami dobiegł końca, usiadł na ławie oskarżonych absolutnie nieustraszony”. Zaraz na początku procesu zażądał sprowadzenia jako świadków dowódców AK aresztowanych przez NKWD w czasie „Burzy” na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej. Bezskutecznie, według Ulrycha nie dostarczono ich do Moskwy „ze względu na złą pogodę”. Wieloma przemyślanymi pytaniami, wielokrotnie uchylanymi przez Ulrycha, wydobył ze spreparowanych świadków informacje o prześladowaniu AK przez NKWD. Z oburzeniem odrzucił oskarżenie AK o współpracę z Niemcami, zwracając uwagę, że jest to oszczerstwo rzucone na naród polski. Protestował przeciwko nazywaniu Powstania Warszawskiego awanturą: „Powstanie Warszawskie nie było polityczną awanturą, jak to określa prokurator. Nie wybuchło na rozkaz Londynu, lecz dlatego, że Polacy w kraju zdecydowali, że jest konieczne. Była to walka bohaterska… Jestem spokojny o to, jak przyszłe pokolenia ocenią Powstanie”. Twardo i nieustępliwie bronił dobrego imienia AK i Polskiego Państwa Podziemnego. Nie ujawnił żadnych istotnych szczegółów na temat NIE (organizacja ta została zdekonspirowana przez zeznania polityków cywilnych).
Głównym dowodem oskarżenia przeciwko Okulickiemu był znaleziony przy nim w czasie aresztowania rozkaz do komendanta Obszaru Zachodniego NIE ppłk. Jana Szczurka-Cergowskiego „Sławbora”, w którym przewidywał powstanie europejskiej koalicji przeciwko ZSRR z udziałem Niemiec „kontrolowanych przez Anglosasów”. Nie zaprzeczał faktom oczywistym, zwracał uwagę na bezsens w chwili obecnej walki Polski z ZSRR, złożył przy tym hołd poległym w tej walce AK-owcom i wyraził żal z powodu ofiar poniesionych przez żołnierzy sowieckich, podkreślał swe pragnienie ułożenia stosunków z ZSRR „pod jednym warunkiem, żeby była zachowana niepodległość Polski. To conditio sine qua non”. I dalej: „Przyjaźń będzie niemożliwa, jeśli Rosja będzie chciała Polskę zniewolić, bo Polacy, mimo różnych swoich wad, mają bezcenną zaletę: umiłowanie wolności”. Przyznał, że prowadził działalność przeciwko Armii Czerwonej, ale zaprzeczył jakoby miał nakazywać czynną walkę. W swym przemówieniu obrończym zwracał uwagę na polityczny charakter procesu. Przyznał się do winy „w ramach swoich zeznań”, odrzucił natomiast zarzuty z aktu oskarżenia. Uwzględniając wypowiedzi Okulickiego na procesie, należy chyba oceniać to częściowe przyznanie się do winy w ramach pojmowania przez niego obowiązków dowódcy AK – wziął na siebie odpowiedzialność za akcje swych podkomendnych na terenach wschodnich Rzeczypospolitej, nawet jeśli nie miał z nimi kontaktu. Należy pamiętać, że obronę tę przeprowadził człowiek mający na sali wszystkich przeciwko sobie, wycieńczony śledztwem i pozbawiony elementarnych praw oskarżonego, jak na przykład powoływania świadków obrony.
Na końcowy zarzut prokuratora, że nie odczuwa wdzięczności dla Armii Czerwonej za wyzwolenie Polski, Okulicki odparł: „Chylę czoła przed Armią Czerwoną za wyswobodzenie Polski, ale jeszcze większy hołd składam tym żołnierzom armii polskiej, którzy zginęli z rąk żołnierzy Armii Czerwonej”.
Dowódca AK otrzymał najwyższy wyrok spośród oskarżonych – dziesięć lat więzienia. Był to w ZSRR jeden z „zamienników” kary śmierci. W świetle prawa międzynarodowego był to oczywiście wyrok całkowicie bezprawny. „Opuszczał salę z podniesioną głową" – zanotował Anglik obecny na procesie. Miał do tego prawo jak mało który z oskarżonych. Jego walka na sali sądowej była godna trzeciego krzyża Virtuti Militari.

 

EPILOG

Okoliczności śmierci gen. Leopolda Okulickiego nie są jasne do dzisiaj. W 1956 r. Szwedzki Czerwony Krzyż został poinformowany przez władze sowieckie, że Okulicki zmarł na skutek paraliżu i ataku serca 24 grudnia 1946 r., a jego zwłoki spopielono. Była to reakcja na międzynarodową kampanię pod hasłem uzyskania informacji o skazańcach z 21 czerwca 1945 r. Sama data śmierci zdaje się nie budzić wątpliwości. Jest możliwe, że Okulicki miał atak serca lub został sparaliżowany, z pewnością jego stan zdrowia mógł się pogorszyć na skutek drugiego barbarzyńskiego śledztwa. Z drugiej jednak strony, wszystkie relacje z procesu moskiewskiego, jak również styl wystąpień Okulickiego na tym procesie, sugerują, że był on wówczas, obok Zbigniewa Stypułkowskiego, w najlepszej formie psychicznej i fizycznej spośród polskich przywódców. Jeden ze skazanych w tym procesie, Adam Bień, widział Okulickiego w pełni sił w więzieniu na Łubiance w wigilię 1946 r. Z jego relacji wynika, że generał został wyprowadzony w tym dniu z celi 62 – prawdopodobnie na egzekucję. Śmierć Okulickiego przypadła na okres akcji masowej likwidacji więźniów politycznych w ZSRR. Pewności chyba nie będzie można uzyskać już nigdy. Nagły śmiertelny atak choroby jako przyczyna śmierci Okulickiego jest prawdopodobny w takim samym stopniu, jak egzekucja dokonana w podziemiach Łubianki przez oprawców z NKWD – zazwyczaj skazańca brało pod ręce dwóch strażników, a trzeci zabijał go strzałem pistoletowym w tył głowy. Niezależnie od okoliczności śmierci generał Leopold Okulicki stał się ofiarą zbrodni sowieckich.

 

Janusz Kurtyka, Jacek Pawłowicz

Wstecz
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu