Leopold Okulicki

(1898 – 1946), ps. „Niedźwiadek”, gen. bryg. Wojska Polskiego, współorganizator SZP-ZWZ-AK, ostatni komendant główny Armii Krajowej
IPN

Biogram

   
         

 

1944–1945. NA STRACONYM POSTERUNKU

Po wylądowaniu Leopold Okulicki został przerzucony do Warszawy, gdzie zameldował się 3 czerwca 1944 r. Wkrótce potem komendant główny gen. Komorowski „Bór” mianował go pierwszym zastępcą szefa Sztabu KG AK gen. Tadeusza Pełczyńskiego „Grzegorza” i szefem Operacji KG AK – depesza gen. Komorowskiego „Bora” do Londynu z 9 czerwca tr. Okulicki przybył na miejsce płk. Stanisława Tatara, dotychczasowego szefa Operacji, który został wysłany mostem powietrznym na Zachód w celu poczynienia zabiegów o pomoc aliantów dla AK i objęcia funkcji szefa Oddziału VI Sztabu NW. W rzeczywistości dowództwo AK pozbyło się w ten sposób z kraju oficera podejrzewanego o sympatie komunistyczne, który swoimi działaniami mógł wprowadzić dezorganizację w pracy KG AK w najbardziej decydującym okresie. W tej przymusowej, bo na rozkaz gen. Komorowskiego „Bora”, podróży na Zachód ambitnego oficera należy się doszukiwać źródeł późniejszej zajadłej nienawiści, jaką Tatar żywił do Okulickiego. Dodatkową jej przyczyną stało się też zapewne odrzucenie w toku wydarzeń planu akcji „Burza” w rejonie Warszawy, wyłączającego samo miasto, autorstwa pułkowników Tatara i Kirchmayera – do decyzji o zaniechaniu tego planu Okulicki przyczynił się bezpośrednio.
Okulicki przybył do Warszawy jako emisariusz i „człowiek” gen. Sosnkowskiego. Jednak obserwacja nastrojów społeczeństwa, zwłaszcza w Warszawie, i przeprowadzane zapewne nie raz analizy polityczne spowodowały, że zajął stanowisko inne, niż sugerowały przywiezione przezeń instrukcje dla gen. Komorowskiego „Bora”, a zbieżne z wnioskami grupy decyzyjnej z KG AK. Płk Adam Sanojca, szef Oddziału Organizacyjnego KG AK, już po wojnie tak wspominał decydującą rozmowę z Okulickim w połowie czerwca 1944 r.: „Rozmawialiśmy właściwie przez całą noc. Zaczął [Okulicki – J.P.] wykładać mi tezę gen. Sosnkowskiego. Wyjaśnił mi, że powinniśmy zaprzestać walki z Niemcami w celu zaoszczędzenia naszych sił do walki z Rosją. Rosjanie, według niego, przedstawiali znacznie większe niebezpieczeństwo niż Niemcy, którzy już byli pobici. W tym punkcie zwrotnym wojny – mówił przekazując mi instrukcję Sosnkowskiego – naszym jedynym obowiązkiem jest chronić masę biologiczną narodu polskiego.
Po długim lojalnym przedstawieniu tej tezy wyłożył mi swój punkt widzenia, który był diametralnie różny. Według niego powinniśmy się bić z Niemcami tak, by pozostać w walce aż do końca. Mówił, że będziemy może osamotnieni, że alianci zachodni może nam nie pomogą, podobnie jak i Rosjanie, lecz że nie jest to ważne. Już w 1939 r. biliśmy się sami, takie jest nasze przeznaczenie.
Następnie gwałtownie skrytykował dowództwo, używając bardzo ostrych słów: sklerotycy, tchórze itd. Wypominał im, że wyłączyli Warszawę ze strefy walk z powodu obecności ludności cywilnej. Właśnie dlatego – powiedział – ponieważ Warszawę zamieszkuje milion ludzi, którzy ani na chwilę nie zaprzestali walki, nie mamy prawa w ostatnim momencie kazać im złożyć broni. Warszawa – ciągnął – musi walczyć niezależnie od ceny. Czułem się trochę onieśmielony jego stanowiskiem, ponieważ jednak ja także chciałem się bić, powiedziałem, że się z nim zgadzam. Znałem go jeszcze sprzed wojny i miałem do niego duże zaufanie”.
W tym okresie polityczny punkt ciężkości przesunął się zdecydowanie z emigracji do kraju. Krajowe kręgi polityczne i wojskowe już od pewnego czasu inicjowały i realizowały zasadnicze decyzje polityczne, przedstawiając je rządowi do akceptacji i rozwinięcia starań o pomoc aliancką. W przyszłości ten trend miał ulec wzmocnieniu. Od czasu praktycznego uznania przez USA i Anglię na konferencji teherańskiej (1943 r.) Europy Wschodniej i środkowej za strefę wpływów ZSRR Polskę skazano na przegranie tej wojny. Co prawda, postanowienia te były wówczas tajne, ale ich konsekwencje w sposobie prowadzenia wojny przez aliantów nie mogły nie budzić poważnych obaw u tak doświadczonego sztabowca jak gen. Okulicki, który na dodatek stykał się w ostatnich latach z wielką polityką, zdecydowanie górując nad wszystkimi wyższymi oficerami KG AK obecnymi w stolicy. Mimo że dążył do dalszej walki z Niemcami, to jednak głównym wrogiem pozostawał dla niego ZSRR. Interpretował decyzje teherańskie – za gen. Sosnkowskim – jako zgodę Zachodu na przynależność Polski do strefy dominacji ZSRR. Zdawał sobie sprawę z tego, że Mikołajczyk nie informuje dostatecznie przywódców podziemia o niekorzystnej dla Polski ewolucji sytuacji międzynarodowej i nie ma jasnej koncepcji politycznej odpowiadającej grozie sytuacji. Uważał, że ustalenia mocarstw nie zwalniały polskich polityków i wojskowych od obowiązku podejmowania prób zakłócenia rozwijającej się tak harmonijnie kosztem Polski współpracy Zachodu z ZSRR. Liczył na to, że kwestia polska przyspieszy rozpad Wielkiej Koalicji, tym bardziej że polityka faktów dokonanych realizowana przez Stalina była sprzeczna z interesami Zachodu. I nie był pierwszym, którego zawiodła ta kalkulacja...
Na nowym stanowisku Okulicki stał się czołowym inspiratorem – obok gen. Pełczyńskiego oraz pułkowników Jana Rzepeckiego „Prezesa”, szefa BiP, i. Antoniego Sanojcy „Kortuma”, szefa Oddziału Organizacyjnego KG AK – decyzji o objęciu Warszawy planem „Burza” i opanowaniu miasta przez AK przed nadejściem Armii Czerwonej. Reprezentował pogląd, przyjęty przez wspomnianych wyżej oficerów, że tylko w Warszawie możliwa jest akcja, która poprzez fakty dokonane albo zmusi Rosjan do partnerskiego potraktowania przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego, albo też, w przypadku represji sowieckich, uniemożliwi Stalinowi zatuszowanie aresztowań i zmusi Zachód do ustosunkowania się do nich. Miał to być test dla rzeczywistej polityki Stalina wobec Polski. Argument gen. Sosnkowskiego o niebezpieczeństwie dekonspiracji AK nie mógł w kraju być traktowany poważnie, AK bowiem jako siła antyniemiecka i masowa od dawna była penetrowana przez czynniki sowieckie i prosowieckie, a w KG AK wiedziano dobrze, że ewentualną konspirację przeciwko ZSRR należy oprzeć na nowych strukturach. Ważnym argumentem Okulickiego były koleje walk o Wilno, zaatakowane od zewnątrz przez oddziały AK i siły sowieckie, co przemawiało przeciwko realizowaniu w rejonie Warszawy planów powstańczych opracowanych swego czasu przez Tatara, oraz tragiczne losy sił AK w rejonie Wilna i 27. Wołyńskiej Dywizji AK, otoczonej i rozbitej aresztowaniami przez Rosjan 17 lipca 1944 r. Pod wpływem argumentacji Okulickiego konieczność podjęcia walki w Warszawie zaczęło dostrzegać dowództwo AK, jednak decyzja o powstaniu była trudna do realizacji ze względu na szczupłe zapasy broni: „Naszym błędem było, że sami nie zrozumieliśmy tego [tj. konieczności powstania w Warszawie – J.P.] wcześniej, na długo przed 20 lipca 1944 r. Wtedy było już za późno. Z chwilą gdy w marcu [1944 r. – J.P.] zapadła decyzja, że w Warszawie nie będzie miała miejsca żadna walka, najlepszych oficerów zrzuconych z Anglii wraz z większą częścią broni, którą otrzymaliśmy, wysłano na tereny wschodnie, gdzie mieli służyć jako dowód naszej tam obecności. Na początku czerwca, dwa lub trzy dni przed przybyciem Okulickiego, wysłaliśmy jeszcze wielki transport broni w okolice Białegostoku. Całkowicie pochłonięci operacją »Burza«, która miała znaczenie drugorzędne, zapomnieliśmy o Warszawie, o duszy kraju” (stanowisko płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego, szefa Oddziału II KG AK, ostrożnego zwolennika powstania w stolicy, popierającego „Kobrę”, jednak nie bezkrytycznie).
Rolę Okulickiego w przeforsowaniu decyzji o objęciu Warszawy planem „Burza” podkreślał też płk Janusz Bokszczanin, obok płk. Kazimierza Pluty-Czachowskiego najbardziej znaczący przeciwnik koncepcji Okulickiego w KG AK: „Człowiekiem, który wszystko zorganizował, który przekonał wszystkich prócz mnie i kilku innych, był Okulicki. On miał wpływ na gen. Komorowskiego, który w przeciwieństwie do gen. Roweckiego nie był silną indywidualnością, niepodatną na wpływy. Był człowiekiem chwiejnym, delikatnym, nie chcącym nikogo urazić, o dużych zdolnościach dyplomatycznych”.
Plan Okulickiego opanowania Warszawy „w chwili opuszczenia stolicy przez wojska niemieckie, a przed przybyciem Armii Czerwonej” miał podtekst czysto polityczny. Bogatszy o gorzkie doświadczenia AK w rejonie Wilna, „Kobra” zdecydowanie twierdził, że „z politycznego punktu widzenia Warszawa musi być oswobodzona przez Polaków i tylko przez Polaków”. Przewidywał, że walka w stolicy potrwa od trzech do siedmiu dni, a jej celem będzie likwidacja przez zaskoczenie sił niemieckich, opanowanie miasta i najważniejszych strategicznie punktów w okolicy. Zapewnił sobie poparcie szefa sztabu KG AK gen. Pełczyńskiego. Punkt widzenia Okulickiego został przyjęty na naradzie w dniu 21 lipca 1944 r. z udziałem generałów Komorowskiego „Bora” i Pełczyńskiego „Grzegorza” oraz na odbytej tego samego dnia odprawie w KG AK. Decyzja objęcia Warszawy akcją „Burza” miała być następnie przedyskutowana przez gen. Komorowskiego „Bora” z politykami cywilnymi. Okulicki podporządkowywał wówczas wszystko swym planom, zbagatelizował nawet informacje wywiadu, przekazane podczas tej odprawy przez płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego, o koncentracji niemieckich sił pancernych koło Jabłonny. Konsekwencją postanowień narady z 21 lipca 1944 r. było wyłączenie komendanta Warszawskiego Okręgu AK płk. Antoniego Chruściela. „Montera” spod zwierzchnictwa dowódcy Obszaru Warszawskiego gen. Albina Skroczyńskiego „Łaszcza”, uważającego, że powstanie ze względu na słabe uzbrojenie i obecność ludności cywilnej będzie narodowym samobójstwem.
Uznanie przez ZSRR marionetkowego PKWN jako legalnego rządu polskiego w dniu 27 lipca 1944 r. zdawało się potwierdzać argumentację Okulickiego o sowieckim niebezpieczeństwie. Podobnie mogła oddziaływać odprawa 29 lipca 1944 r. z przybyłym z Londynu emisariuszem Janem Nowakiem (Zdzisław Antoni Jeziorański), który twierdził, że powstanie nie wpłynie w żaden sposób na decyzje aliantów, może jednak wzmocnić pozycję premiera Mikołajczyka podczas rozpoczynających się właśnie w Moskwie pertraktacji ze Stalinem. Niemal identycznymi argumentami posługiwał się wówczas Okulicki i najgoręcej go wspomagający płk Rzepecki. Podczas wspomnianej odprawy 29 lipca 1944 r. doszło do kolejnej kontrowersji Okulickiego z konsekwentnie krytycznym płk. Bokszczaninem – tym razem co do konkretnego terminu wybuchu walk. Płk Bokszczanin podkreślał, że nie można rozpoczynać walki, dopóki Rosjanie nie przystąpią do przygotowania artyleryjskiego na lewym brzegu Wisły. Nerwową atmosferę potęgowały obawy dowództwa AK przed komunistyczną prowokacją lub przechwyceniem inicjatywy powstańczej przez komunistów. Obawy te nie były bezpodstawne.
Naukowe i polityczne spory wokół sensu i trafności wyboru momentu rozpoczęcia przez AK walk w Warszawie trwać będą jeszcze długo. Nie tu miejsce na ich prezentację. Zauważyć jednak należy, że jeżeli „Burza” miała być z założenia akcją niepodległościową, czyli militarnie antyniemiecką, a politycznie antysowiecką, to opanowanie stolicy musiało być jej logicznym zwieńczeniem – jeśli pięcioletni dorobek AK nie miał pójść na marne. Wywołanie powstania przez AK nastąpiło w warunkach prób realizacji analogicznych planów przez ZSRR i komunistów, które dają się nawet dość dobrze zrekonstruować.
Sowieckie plany szybkiego zajęcia Warszawy w lipcu 1944 r. nie były ukrywane przed aliantami zachodnimi i rozpatrywano je konkretnie 8 lipca w sowieckiej Głównej Kwaterze z udziałem Stalina. Zadanie zajęcia miasta i wkroczenia do stolicy miało przypaść polskiej I Armii LWP. Dowództwo komunistycznej AL, utrzymujące łączność ze Wschodem, wydało w końcu lipca podległym oddziałom rozkazy zmierzające do przejęcia władzy podczas zajmowania Warszawy przez Armię Czerwoną. Z decyzjami politycznymi i militarnymi połączona była kampania propagandowa Radia Moskwa wzywająca Warszawę do walki. Rozpoczęła się ona już w maju, a od połowy lipca uległa znacznemu nasileniu, Warszawa miała być zdobyta w wyniku operacji lewego skrzydła I Frontu Białoruskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego (około 800 tys. ludzi w ośmiu armiach i trzech samodzielnych korpusach). Wojska te od czerwca toczyły tylko walki obronne, zbierając siły do operacji w środkowej Polsce. Stalin dążył do tego, by ogłoszenie o rozpoczęciu działalności utworzonego z inspiracji sowieckiej PKWN współgrało w czasie ze zdobyciem Warszawy i przekazaniem jej pod administrację jego podopiecznym. 21 lipca 1944 r. Rokossowski otrzymał rozkaz przyspieszenia operacji ofensywnych. Datę 26 lipca 1944 r. nosi dyrektywa Stalina nr 220162, nakazująca Armii Czerwonej forsowanie Wisły i Narwi, co miało być wstępnym posunięciem zmierzającym do zajęcia Warszawy. W efekcie tych postanowień 2. Armia Pancerna rozpoczęła z przyczółka warecko-magnuszewskiego natarcie oskrzydlające na Warszawę. Działania te trwały do 2 sierpnia 1944 r., kiedy to na rozkaz Stalina zostały wstrzymane.
27 lipca 1944 r. (według innych relacji dzień później) komunistyczna AL została postawiona w stan pogotowia; do KG AK dotarły wieści o planach AL, zatwierdzonych 29 lipca, zabarykadowania się w siedzibie władz miejskich w oczekiwaniu na Armię Czerwoną. Ten projekt komunistów miał szansę powodzenia. Szczupłe w Warszawie siły AL (około 500 ludzi) były jednak wystarczające do utrzymania kilku szczególnie ważnych budynków przez kilkanaście godzin czy kilka dni i przywitania Rosjan w roli gospodarza stolicy. 29 lipca 1944 r. sowiecka szpica pancerna dotarła na Targówek, leżący już w obrębie dzielnicy Praga na wschodnim brzegu Wisły. Tego dnia rozpoczęła się sowiecka akcja ulotkowa w stolicy, wzywająca Polaków do walki, a poczynając od 20.15 Radio Moskwa w polskojęzycznej audycji firmowanej przez Związek Patriotów Polskich rozpoczęło agitację za jak najszybszym rozpoczęciem powstania. Do próby sowieckiej prowokacji doszło zapewne rzeczywiście 29 lipca 1944 r., kiedy to dowódca kryptokomunistycznej Polskiej Armii Ludowej (PAL) płk Julian Skokowski (nadając sobie stopień generała dywizji) polecił po południu ogłosić w piśmie „Kurier” i rozplakatować odezwę z wieścią, że dowódca AK uciekł z miasta wraz ze sztabem, on zaś obejmuje komendę nad wszystkimi oddziałami w stolicy i nakazuje mobilizację do walki z Niemcami. Nieuzgodniona z AL próba płk. Skokowskiego wywołała w niej rozdrażnienie. Jednak gdyby się powiodła, komuniści musieliby się przyłączyć. Może więc to nie oni kontrolowali całokształt inicjatyw proradzieckich w stolicy? Warto zaryzykować hipotezę wykraczającą poza tłumaczenie kroku dowódcy PAL jako nieodpowiedzialnego wyczynu prymitywnego fanfarona: czy nie był to dowód zaangażowania sowieckiego wywiadu – NKGB? Faktem jest, że podczas powstania, we wrześniu, komuniści podporządkowali płk. Skokowskiemu swoją AL. PAL była niewątpliwie głęboko infiltrowana przez wywiad NKGB, jeśli nie wręcz kierowana – znamienne, że właśnie struktury PAL zostały przez Rosjan wykorzystane do zwabienia w pułapkę Okulickiego i piętnastu innych przywódców polskiego podziemia w marcu 1945 r. Wiadomo, że NKGB m.in. przejął i kierował prawicową grupą „Miecz i Pług” za pośrednictwem swego agenta Bogusława Hrynkiewicza, głęboko infiltrował KG AK i Delegaturę Rządu RP na Kraj, dzięki m.in. Włodzimierzowi Lechowiczowi, szefowi Wydziału Propagandy BiP KG AK i jednocześnie szefowi kontrwywiadu Delegatury w stolicy. Dlaczego więc miano by pozostawić w spokoju stronnictwa lewicowe, dla których planowano wiodącą rolę w nowej władzy? Ciekawe też, że dwaj uczestnicy ustalonej na 30 lipca w podwarszawskim Świdrze narady Sekretariatu KC PPR, Władysław Gomułka i szef sztabu AL Fanciszek Jóźwiak „Witold”, wyruszyli ze stolicy 29 lipca, a trzeci, Bolesław Bierut, dopiero 30 lipca 1944 r. W centralnej „trójce” KC PPR człowiekiem zaufania Moskwy był właśnie Bierut, dawniej funkcjonariusz NKWD na Bałkanach i we Lwowie, wreszcie wtyczka sowieckiego wywiadu w mianowanym przez Niemców zarządzie miejskim Mińska na Białorusi. Jeśli założyć, że Rosjanie pośrednio spróbowali przejąć kierownictwo nad oczekującymi zemsty na Niemcach żołnierzami AK – a należy pamiętać, że AK była armią podziemną i „obywatelską”, w której nie dawało się utrzymywać dyscypliny sposobami z wojska regularnego – to trzeba zauważyć, że posłużyli się stosowaną wówczas taktyką wysuwania do przodu ludzi oficjalnie niezwiązanych z niepopularną AL i PPR. Skokowski ujawnił swoje oblicze polityczne we wrześniu 1944 r., kiedy został dowódcą walczących w powstaniu połączonych sił PAL, KB i komunistycznej AL oraz podporządkował się dowództwu „ludowego” Wojska Polskiego. W KG AK akcję Skokowskiego z 29 lipca 1944 r. odebrano jako komunistyczną prowokację. Na drugi dzień po tej prowokacji Warszawę opuścił przewodniczący komunistycznej Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut, udając się przez front do Świdra, a stamtąd do Lublina, płk Skokowski zaś usiłował nadaremnie porozumieć się z KG AK za pośrednictwem swego podkomendnego z PAL „generała” „Skały” (mjr. Stanisława Pieńkosia). Wieści o niepowodzeniu akcji nie od razu dotarły do właściwych inspiratorów – jeszcze 30 lipca radiostacja „Świt” z Lublina i radio „Kościuszko” wielokrotnie nadawały audycje z wezwaniami do walki, m.in. „Ludu Warszawy do broni”. Być może ostatnim śladem tych zamysłów w propagandzie, już na początku powstania, była audycja radiostacji „Kościuszko”, kierowanej przez Zofię Dzierżyńską, z 3 sierpnia: informowano wówczas, że w Warszawie wybuchło powstanie AL, do którego przyłączyły się grupy żołnierzy AK; rzekome sukcesy AL przedstawiono jako stworzenie na niemieckich tyłach drugiego frontu i wstęp do wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną. Może więc taki właśnie miał być scenariusz. Warto tu zauważyć, pamiętając o prowokacji Skokowskiego, że jedna z rozpatrywanych wersji planu „Burza” rzeczywiście przewidywała opuszczenie stolicy przez AK i walki z Niemcami wokół miasta. Jej autorem i po 1945 r. szczególnie gorącym obrońcą był płk w KG AK Jerzy Kirchmayer, który już we wrześniu 1944 r., a więc jeszcze w czasie trwania powstania, wstąpił do „ludowego” Wojska Polskiego. Należałoby też przypomnieć wypowiedź Stalina z 23 września 1944 r. do ambasadora USA w Moskwie Averella Harrimana, jakoby dowódca AK uciekł ze stolicy i utrzymywał z walczącymi powstańcami kontakt wyłącznie radiowy. Uwaga ta, rozwinięta później ad absurdum przez sowiecką propagandę, miała być może swoje źródło jeszcze w nieudanym zamyśle z końca lipca 1944 r. Tragiczną perspektywę polityczną w przypadku przechwycenia inicjatywy powstańczej przez komunistów dobrze oddaje depesza Stalina do Churchilla z 23 lipca 1944 r. stwierdzająca, że w Polsce nie ma żadnych sił, które byłyby w stanie ustanowić polską administrację. Tegoż 23 lipca 1944 r. Radio Moskwa ogłosiło fikcyjny „dekret” Krajowej Rady Narodowej o utworzeniu PKWN oraz „Manifest” PKWN, datując oba dokumenty: 21 lipca w Warszawie. W rzeczywistości „Manifest” PKWN datowany na 22 lipca w Chełmie Lubelskim powstał w Moskwie, a 23 lipca członkowie PKWN dopiero wybierali się w drogę do Lublina. Czy nie było to propagandowe przygotowanie komunistycznej akcji w Warszawie? Gdyby zakończyła się ona sukcesem, to obóz niepodległościowy zostałby z pewnością zdyskredytowany w opinii narodu. Trudno wątpić w to, że Stalin rzuciłby wszystkie siły na pomoc komunistycznemu powstaniu w Warszawie. Jeszcze 8 sierpnia marszałkowie Gieorgij Żukow i Konstanty Rokossowski przedstawiali zmodyfikowany plan zaczepnej operacji warszawskiej w dniach 10–20 sierpnia, jednak 13 sierpnia zapadła polityczna decyzja potępienia powstania, ogłoszona następnie w komunikacie TASS. Być może z tego punktu widzenia należałoby rozpatrzyć niedokładną w szczegółach relację Leona Bukojemskiego o tym, że wybuch Powstania Warszawskiego spowodował zarzucenie przez Stalina koncepcji Polski jako siedemnastej republiki sowieckiej. Zwolennicy włączenia Polski do ZSRR działali jeszcze w lipcu 1944 r. w Lublinie (Zygmunt Berling, Wanda Wasilewska, Julia Brystygierowa), a nawet w 1945 r. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że powstanie wybuchnąć musiało choćby ze względu na nastroje społeczeństwa i AK, gra szła natomiast o to, czy uda się uprzedzić Rosjan, a później postawić Stalina przed koniecznością kontynuowania ofensywy i udzielenia pomocy, która była z całą pewnością możliwa w drugiej połowie sierpnia lub na początku września 1944 r.
Wydaje się więc, że Okulicki, choć nie dysponował kompletnymi informacjami, to jednak trafnie odgadywał intencje polityki sowieckiej. Na decydujących o terminie rozpoczęcia powstania dramatycznych odprawach 3l lipca 1944 r. Okulicki, zapewne przy silnym poparciu płk. Chruściela, przeforsował decyzję o wyznaczeniu dziennej daty wystąpienia zbrojnego na 1 sierpnia 1944 r. Gen. Komorowski „Bór” podjął tę decyzję na dodatkowej popołudniowej naradzie trzech generałów: „Grzegorza”, „Kobry” i jego. Na naradzie przedpołudniowej, na której ponownie odłożono decyzję o terminie rozpoczęcia powstania, Okulicki, zdenerwowany niezdecydowaniem Komorowskiego „Bora” i ciągłym odwlekaniem przezeń wydania rozkazu do walki, wystąpił (według płk. Bokszczanina) bardzo ostro, strasząc Komorowskiego widmem Skrzyneckiego. Prący do walki oficerowie, zwłaszcza Okulicki i Rzepecki, podjęli też próby wywierania nacisków na uczestników odprawy, bezskutecznie usiłując zapewnić sobie poparcie jeszcze przed posiedzeniem – na przykład bezkrytycznego poparcia odmówił im szef Oddziału II (wywiad) KG AK płk Iranek-Osmecki, ostrożny zwolennik wybuchu powstania. Ciśnienie ogromnej odpowiedzialności i szybko po sobie następujących wydarzeń spowodowało wyczerpanie nerwowe dowódców AK pracujących przecież w podziemiu. (O ogromnej uldze po podjęciu decyzji o terminie wybuchu wspomina płk Iranek-Osmecki, mimo że był przeciwny rozpoczęciu walk 1 sierpnia 1944 r.). Wielki stres tak zapewne podziałał na zawsze energiczną naturę Okulickiego, że stał się on w tych dniach bardziej brutalny niż powinien; zapewne uznał, że niezwykła sytuacja wymaga nadzwyczajnych środków perswazji – był nieodrodnym żołnierzem Komendanta.
Trudno rozstrzygnąć, czy rację miał nakłaniający do szybkiego rozpoczęcia walk Okulicki, używając argumentów o niebezpieczeństwie sowieckiej prowokacji lub realnej groźbie podjęcia przez Niemców ostrych środków bezpieczeństwa eliminujących moment zaskoczenia, czy też odwlekający decyzję Komorowski (gdyby ogromne ryzyko zlekceważenia powyższych niebezpieczeństw okazało się opłacalne, to powstanie mogłoby się rozpocząć nawet po przezwyciężeniu przez Rosjan kryzysu w bitwie pancernej na wschód od Warszawy w pierwszej połowie sierpnia). Problem decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego do dziś jest jednym z podstawowych problemów w polskiej historii najnowszej. Należy go jednak rozpatrywać z punktu widzenia polskiej, a nie sowieckiej racji stanu i nie tylko w wąskiej perspektywie lat 1944–1945, ale uwzględniając wpływ tej decyzji na czterdziestoletnią historię PRL, a także na kondycję psychiczną narodu w tym okresie. Na pewno była to decyzja przede wszystkim polityczna, a dopiero potem militarna.
27 lipca, bezpośrednio przed wybuchem Powstania Warszawskiego, Okulicki pod nowym pseudonimem „Niedźwiadek” został wyznaczony na stanowisko dowódcy II rzutu KG AK na wypadek aresztowania „Bora” przez NKWD po przewidywanym spotkaniu z wojskami sowieckimi w wyzwolonej przez AK Warszawie. Tę nominację należy najpewniej traktować jako automatyczne desygnowanie go na komendanta głównego organizacji NIE pod okupacją sowiecką (w tym czasie gen. „Bór” utracił łączność z płk. „Nilem”). W przypadku wrogiej postawy ZSRR plan „Bora” zakładał normalne rozwiązanie AK i zabezpieczenie pozostawionego szkieletu organizacyjnego dla potrzeb NIE. Jako desygnowany na komendanta głównego AK i NIE Okulicki w czasie powstania był zakonspirowany. Zatrzymanie przez Stalina ofensywy sowieckiej postawiło przed „Borem” problem istnienia AK po kapitulacji Korpusu Warszawskiego przed Niemcami. Nowa sytuacja wpłynęła na zmianę statusu Okulickiego i włączenie go na powrót do prac w KG AK. Po ciężkim zranieniu „Grzegorza” od 6 września 1944 r. właśnie Okulicki był p.o. szefem Sztabu KG AK. 28 września uczestniczył w naradzie siedmiu najwyższych oficerów AK z delegatem rządu Janem Stanisławem Jankowskim, na której postanowiono podjąć rozmowy kapitulacyjne z Niemcami. Gdy zapadła decyzja poddania Warszawy, „Bór” 1 października 1944 r. mianował Okulickiego swym następcą na stanowisku komendanta głównego AK. Cierniowa to była sukcesja. Nominacja ta miała charakter nieformalny – „Bór”, co prawda, był wówczas świeżo mianowany naczelnym wodzem, ale miał uzyskać swe uprawnienia dopiero po przybyciu do Londynu. Decyzja ta została podjęta bez wiedzy prezydenta RP Władysława Raczkiewicza, co osłabiło w następnych miesiącach pozycję polityczną Okulickiego.
2 października „Niedźwiadek” opuścił Warszawę z ludnością cywilną, wymknął się z obozu w Pruszkowie, kierując się na teren Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK i w rejonie Częstochowy, jako „Termit”, „Niedźwiadek”, rozpoczął prace nad rekonstrukcją KG AK. „Bór” przed pójściem do niewoli poinformował 4 października 1944 r. drogą radiową Okręgi AK o mianowaniu Okulickiego swym następcą.
Na nowym stanowisku Okulicki znalazł się w nader trudnej sytuacji. Nie miał oparcia w naczelnym wodzu – gen. Sosnkowski po rezygnacji z tego stanowiska utracił wpływy w Londynie, a aktualny naczelny wódz, gen. Komorowski, przebywał w niewoli. W AK, oprócz skutków klęski powstania, odczuwano kryzys organizacyjny, spowodowany m.in. nieprzemyślanymi koncepcjami kierowania z Londynu konspiracją wojskową w kraju. Pierwsza depesza „Niedźwiadka” do Londynu z 6 października z wiadomością o objęciu funkcji po „Borze” skrzyżowała się z radiogramem szefa sztabu NW gen. Kopańskiego do Okręgów AK informującym, że dowodzenie AK pod obiema okupacjami przejmuje z Londynu zastępca szefa sztabu ds. kraju gen. Stanisław Tatar („Sokora”, „Tabor”). Ocena osoby Tatara nie jest prosta. Był jednym z autorów planu „Burza” (ale zwolennikiem nieskładania przez ujawniające się oddziały AK deklaracji o wierności prawowitemu rządowi w Londynie), pozostawał w bliskich stosunkach z premierem Mikołajczykiem, którego plany uznania dyktatu Stalina i wejścia do kontrolowanego przez komunistów rządu w Warszawie czyniły konspiracyjną AK niewygodną politycznie. Dlatego Okulicki był dla ówczesnego premiera nie do przyjęcia jako komendant główny AK z racji swej bezkompromisowo niepodległościowej postawy – uważał członków PKWN za zdrajców, a nie za partnerów gry politycznej – identycznej wówczas ze stanowiskiem konspiracyjnej Rady Jedności Narodowej (RJN), Krajowej Rady Ministrów (KRM) oraz delegata rządu na kraj i wicepremiera Jankowskiego. Okulicki był też kłopotliwy dla Mikołajczyka z racji swej „kompromitującej” działalności we Lwowie w latach 1940–1941 i funkcji w PSZ w ZSRR (Stalin, gdy nie udało mu się ukształtować PSZ po swej myśli, odnosił się do tych jednostek i ich dowódców niezwykle wrogo, a propaganda sowiecka nazywała gen. Andersa faszystą). Na kontrowersję polityczną nałożyła się osobista wrogość Tatara do Okulickiego, motywowana zazdrością i urażoną ambicją. Dopiero depeszą z 8 listopada 1944 r. gen. Kopański mianował Okulickiego p.o. komendantem głównym AK z kompetencjami ograniczonymi do minimum, i to tylko na terenie okupacji niemieckiej. Kopański jako szef sztabu NW pod nieobecność naczelnego wodza podlegał bezpośrednio dyrektywom premiera. Nie wszystkie Okręgi AK wykazywały chęć podporządkowania się Okulickiemu. Te tendencje odśrodkowe, potęgowane depeszami Tatara, który usiłował wchodzić nawet w okrojone kompetencje „Niedźwiadka” – na przykład próbował zastrzegać sobie dysponowanie z Londynu zrzutowymi funduszami dla KG AK –znalazły wyraz w nieudanych próbach frondy podjętych przeciwko Okulickiemu przez p.o. komendanta Obszaru Warszawskiego płk. Zygmunta Marszewskiego „Kazimierza” i przez płk. Jana Skorobohatego-Jakubowskiego „Vogla”, wspieranego zapewne przez płk. Janusza Bokszczanina „Sęka”. W depeszach do Londynu dezawuowali oni Okulickiego, a każdy z nich widział siebie na stanowisku komendanta głównego. „Vogel” w swojej depeszy posunął się nawet do bezpośredniego zaproponowania siebie na to stanowisko. Oczywiście wystąpienia te były ostrym naruszeniem dyscypliny wojskowej, ułatwionym w okresie utrzymywania się „nastrojów poklęskowych” po przegranym Powstaniu Warszawskim i sprzecznych rozkazów z KG AK i Londynu. Intryganci, oprócz odmowy podporządkowania się „sprawcom nowej klęski”, nie mieli przy tym żadnego planu politycznego, którym można było zastąpić koncepcję realizowaną przez Okulickiego w ścisłym porozumieniu z Delegaturą Rządu. Najwybitniejszym oficerem w gronie dysydentów był płk Bokszczanin, jedyny właściwie kompetentny przeciwnik rozpoczynania zrywu powstańczego (do lipca 1944 r. szef Wydziału Broni Szybkich w Oddziale III KG AK), motywujący wówczas swoje stanowisko względami wyłącznie wojskowymi. W pierwszej połowie 1944 r., po odlocie do Londynu gen. Tatara, a przed przybyciem Okulickiego, był przejściowo szefem operacji w KG AK, po czym musiał ustąpić z tego stanowiska Okulickiemu. Nie brał udziału w powstaniu z powodu odniesionych ran podczas próby przedostania się z Boernerowa do stolicy, wywieziony następnie na roboty do Niemiec, skąd zbiegł we wrześniu. Jesienią 1944 r. Okulicki włączył go do prac nad odtworzeniem KG AK i praktycznie koordynował prace jego sztabu. Był zwolennikiem działalności wyłącznie wojskowej AK, jakby nie rozumiejąc, że funkcja komendanta głównego miała kluczowe znaczenie polityczne, na co zresztą uskarżał się zarówno Okulicki, jak i jego poprzednicy. W wywiadzie udzielonym już po wojnie Bokszczanin czyni nawet Okulickiemu zarzut, że w Częstochowie zajmował się głównie polityką, nie zdając sobie jakby sprawy z tego, że pozycja komendanta głównego była wówczas niezwykle słaba, więc musiał on szukać poparcia w stronnictwach krajowych i Delegaturze, by zapewnić sobie oparcie w rozgrywce z Londynem. Okulicki musiał walczyć, żeby wykonywać normalnie swoje obowiązki dowódcy AK. Generałowie Kopański i Tatar usiłowali też dyktować Okulickiemu, kogo powinien zatrudniać do prac w KG AK (na przykład Bokszczanina i płk. Jana Szczurka-Cergowskiego „Sławbora”, obu podległych swego czasu Tatarowi w KG AK). Efektem decyzji i nacisków londyńskich była pełna dezorganizacja dowodzenia na skutek powstania dwóch ośrodków rozkazodawczych. W celu zbadania rzeczywistej sytuacji w kraju z Londynu został wysłany z misją specjalną płk. Roman Rudkowski „Budy” (skok 16 października), który w depeszy z 29 października 1944 r. zdecydowanie poparł żądania Okulickiego i opisał przygnębiającą sytuację w okręgach AK: „W okręgach potworny chaos i samowola […]. Poldek jest w takiej sytuacji jedyny […]. Jestem pewien, że potrafi on ukrócić anarchię tutejszą, jeśli pozostawicie mu kompetencje »Bora«, i powiadomicie o tym okręgi […]. Żelazna ręka jest tu konieczna przy najbezwzględniejszej egzekutywie”.
Okulicki w walce z intrygami wewnątrz AK i próbami ograniczenia jego kompetencji przez Tatara miał zdecydowanych sojuszników w osobach delegata rządu Jankowskiego „Sobola”, przewodniczącego RJN Kazimierza Pużaka „Bazylego” i szefa Kierownictwa Walki Cywilnej Stefana Korbońskiego „Zielińskiego”. Niewiele to pomagało, mimo że Jankowski już w depeszy z 14 listopada 1944 r. zdezawuował jako ambitnych intrygantów „Vogla” i „Kazimierza”, dając wyraz bliskiej współpracy z Okulickim, gen. Kopański jeszcze w grudniu 1944 r. czynił Okulickiemu zarzuty, że nie może się on porozumieć z delegatem. Zapewne swój udział w dezinformowaniu szefa Sztabu NW miało otoczenie premiera Mikołajczyka, który utrzymywał monopol na kontakty z Delegaturą Rządu na Kraj. W pierwszej połowie listopada 1944 r. Okulicki wobec niemożliwości wykonywania swej funkcji dwukrotnie składał dymisję na ręce Jankowskiego, ale obie nie zostały przyjęte. W depeszach do Londynu stale podkreślał bezsens dowodzenia AK spoza Polski, zgłaszał możliwość rezygnacji, jeśli to jego osoba jest przyczyną szkodliwego ograniczenia kompetencji komendanta głównego AK, i domagał się prerogatyw „Bora” dla siebie lub dla swego następcy. Zwracał uwagę, że nie kieruje się interesem osobistym, lecz walczy o możliwość skutecznego działania AK. Pozycja Okulickiego ustaliła się ostatecznie dopiero po przesileniu rządowym w Londynie i ustąpieniu Mikołajczyka z funkcji premiera, który złożył dymisję po odrzuceniu przez rząd jego propozycji ustąpienia pod naciskiem Churchilla i przyjęcia dyktatu Stalina. Depeszą z 3 grudnia 1944 r. Jankowski zawiadomił Londyn o zdecydowanym poparciu Okulickiego przez KRM i RJN, 5 grudnia Okulicki zażądał od Londynu ostatecznego rozwiązania problemu dowodzenia i albo odwołania go ze stanowiska, albo przyznania pełnych kompetencji, a 21 grudnia prezydent Władysław Raczkiewicz na wniosek nowego premiera Tomasza Arciszewskiego mianował Okulickiego komendantem głównym AK na obie okupacje.
Dzień później, 22 grudnia 1944 r., Okulickiemu doręczono depeszę z Londynu z wieścią o śmierci jego jedynego syna, Zbigniewa, żołnierza 2. Korpusu, w walce pod Osino k. Ankony. Na skutek tej strasznej wiadomości generałowi odnowiła się zaniedbana choroba serca.
W drugiej połowie 1944 r. Okulicki uznał prymat Delegatury Rządu nad AK w sprawach politycznych. Wyraził zgodę na utworzenie Departamentu Obrony Narodowej przy Delegaturze i na przekazanie konspiracji cywilnej części agend Biura Informacji i Propagandy (BiP) KG AK. Była to cena poparcia Delegatury w rozgrywce z Londynem. To ustępstwo, którego odmawiali poprzednicy „Niedźwiadka”, było zapewne jedną z przyczyn krytycznego stanowiska płk. Bokszczanina, organizującego wówczas sztab komendanta głównego. Skala problemów, które musiał rozwiązać po 4 października 1944 r., była ogromna. Zmagając się z nimi, ciągle składał dowody olbrzymiej energii i umiejętności organizatorsko-dowódczych. Musiał na nowo zorganizować KG AK i pokonać trudności w nawiązaniu łączności z Londynem. Praktycznie nie miał łączności z okręgami wschodnimi odciętymi linią frontu. Udało mu się ograniczyć nastroje klęski i zwątpienia szerzące się po Powstaniu Warszawskim. Za pośrednictwem PCK i RGO, zasilając te organizacje w ludzi i w znaczne sumy pieniężne, rozwinął na bardzo szeroką skalę akcję zabezpieczania rodzin żołnierzy poległych i wziętych do niewoli lub uwięzionych oraz ludności wysiedlonej z Warszawy. Zabiegał o wypłacenie odpraw żołnierzom demobilizowanym na zimę z ugrupowań AK i o zapewnienie im bezpiecznej „legalizacji” na terenach okupowanych przez Niemców. Dużą wagę przykładał do kształtowania postaw społeczeństwa, zachwianych klęską powstania. W wytycznych do pracy propagandowej (październik 1944 r.) nakazywał podkreślanie, że AK kontynuuje walkę z Niemcami (w celu odparcia żerujących na wrogości do ZSRR prowokacji propagandy niemieckiej i prób werbunku ochotniczego polskiego rekruta do niemieckich formacji pomocniczych pod hasłami walki z bolszewizmem), zwracanie uwagi na wrogi stosunek ZSRR do niepodległości Polski czy demaskowanie pseudopatriotycznej frazeologii w wydaniu PPR i PKWN.
Komendę Główną AK odtwarzano w warunkach powszechnie odczuwanej tymczasowości, wędrówek setek tysięcy ludzi wysiedlonych z Warszawy i z obszarów w bezpośrednim zapleczu zastygłego frontu. Po lasach tułały się grupy bandyckie podszywające się pod szyld AK, rzeczywiste oddziały AK, które pozostawiono na zimę w lesie, bandy dezerterów z ROA i innych wschodnich formacji kolaboracyjnych, wreszcie pojawiły się silne grupy spadochroniarzy sowieckich i służące im za przewodników drobne grupki komunistycznej AL. Na przełomie lat 1944 i 1945 w społeczeństwie i w podziemiu panował chaos, brak nadziei, obawy przed nieuchronną perspektywą sowieckiej dominacji. W KG AK podejmowano gorączkowe próby opanowania kryzysu organizacyjnego, co się w dużej części udało, i szukania rozwiązań politycznych w nowej sytuacji. Również warunki pracy były nieporównywalnie gorsze niż kiedykolwiek przedtem. Brakowało nawet lokali, które mogłyby zapewnić dowództwu możliwie bezpieczne funkcjonowanie. Jan Nowak-Jeziorański, ostatni kurier KG AK odprawiony do Londynu w grudniu 1944 r., wspominał po wojnie: „Jako komendant główny AK »Niedźwiadek« prowadził tryb życia wymagający daleko idących wyrzeczeń. Urzędował w jakimś pożydowskim mieszkaniu na parterze, w jednej nieopalanej izbie. Nagie, brudne ściany, na podłodze miednica i wiadro z wodą, pod ścianą stół i kilka krzeseł. Ostatni Komendant Armii Krajowej żył w warunkach graniczących z nędzą. Krzątała się w tym mieszkaniu »Janina« [Janina Pronaszkowa – J.P.]. Szczupła, przystojna, młoda jeszcze pani – zawsze pogodna, spokojna – kursowała nieustannie między Częstochową a Krakowem, Piotrkowem a Pruszkowem. Funkcję łączniczki, a raczej szefa łączności, pełniła jednocześnie z obowiązkami sekretarki i gospodyni dbającej, by »Niedźwiadek« miał gorący posiłek i wszystko, czego mu potrzeba”.
Polityka prowadzona przez Okulickiego zgodnie z wytycznymi rządu i Sztabu NW z 18 listopada 1944 r. miała na celu uchronienie jak największej liczby żołnierzy AK przed przyszłymi represjami NKWD i zachowanie szkieletu organizacyjnego pod nową okupację. Oceniając realistycznie sytuację polityczną Polski po przegranym powstaniu i perspektywy rozwoju wydarzeń w najbliższej przyszłości, proponował Sztabowi NW wyciągnięcie wniosków z dotychczasowych kontaktów z wojskami sowieckimi i wstrzymanie wykonywania akcji „Burza”, zaniechanie ujawniania AK przed Armią Czerwoną oraz walkę z Niemcami tylko w obronie ludności cywilnej (depesza z 8 października 1944 r.). Przewidywał przerzucenie najbardziej zagrożonych na inne tereny i na Zachód. W wytycznych na okres zimowy dla AK (z 26 października 1944) nakazywał oddziałom demobilizację i zakonspirowanie, ograniczenie wystąpień przeciwko Niemcom (tylko dywersja i obrona ludności cywilnej), zabezpieczenie ludzi na wypadek wkroczenia NKWD, unikanie walki z wojskami sowieckimi do czasu kapitulacji Niemiec, zdobywanie broni na Niemcach w czasie przyszłej ofensywy Armii Czerwonej i nieujawnianie się przed nią. Nie zgodził się na odrzucenie 28 października przez Sztab NW, czyli Tatara, swoich propozycji z 8 października 1944 r., uważając, że Londyn zupełnie nie orientuje się w rozmiarach represji NKWD na terenach „wyzwolonych” i nie zna sytuacji panującej w kraju. Sądził, że kontynuowanie „Burzy” po doświadczeniach Powstania Warszawskiego nie ma żadnego politycznego ani militarnego uzasadnienia. W dramatycznym liście do prezydenta Władysława Raczkiewicza z 9 grudnia 1944 r., zabranym przez kuriera Jana Nowaka-Jeziorańskiego, apelował o wyciągnięcie wniosków z rządów sowieckich na ziemiach zabużańskich i w Polsce „lubelskiej” i niepodejmowanie żadnych wiążących decyzji wojskowych i politycznych bez porozumienia z władzami Polskiego Państwa Podziemnego i AK, które z natury rzeczy lepiej orientują się w sytuacji na miejscu.
Okulicki musiał planować swoją pracę z uwzględnieniem dalszej perspektywy czasowej, sięgającej poza nieuchronne zajęcie reszty ziem polskich przez Armię Czerwoną. Uważał, że jego powinnością jest stworzenie w miarę możliwości, a miał ich niewiele, podstaw organizacyjnych do przyszłego starcia z ZSRR i obozem komunistycznym w Polsce. Przewidywał, że walka taka będzie możliwa i realna tylko w wyniku ewentualnej klęski ZSRR w III wojnie światowej, która wydawała się nieuchronna z uwagi na oczywiste sprzeczności interesów w obozie aliantów i agresywną politykę Stalina w Europie. Starał się tworzyć warunki do przetrwania podziemia niepodległościowego przez kilka lat po wojnie – aż do wybuchu tego konfliktu. Sceptycznie odnosił się do nadziei delegata rządu na kraj Jankowskiego, spodziewającego się, że w warunkach powojennego odprężenia pokojowego będzie można utrzymać niepodległość Polski w sowieckiej strefie wpływów z pomocą polityczną i gospodarczą Zachodu. Dalszą walkę z przegrywającymi wojnę Niemcami, w której AK występowałaby zaczepnie w stylu akcji „Burza”, uważał za bezsensowną z politycznego punktu widzenia.
Jednocześnie jednak był kategorycznym przeciwnikiem jakiejkolwiek współpracy z Niemcami. Doskonale rozumiał międzynarodową wartość ogromnego politycznego kapitału Polski zdobytego w kraju w podziemnej walce z Niemcami. Mimo ograniczania walk z Wehrmachtem do działań wyłącznie obronnych dążył do maksymalnego wykorzystania propagandowego tych starć. Potępiał jednak takie posunięcia, jak instrumentalne wykorzystanie przez jedną z frakcji w NSZ możliwości stworzonych przez Niemców dla ewakuacji na zachód Brygady Świętokrzyskiej. Skutecznie przeciwdziałał niemieckim próbom powołania w Krakowie Polskiego Komitetu Narodowego o ostrzu antysowieckim, z udziałem m.in. przedstawicieli duchowieństwa. Doceniał ogromne znaczenie polityczne Powstania Warszawskiego i nie uchylał się nigdy od wzięcia odpowiedzialności za jego wybuch. Forsował nazywanie tego zrywu nie powstaniem, lecz Bitwą Warszawską, która była konieczna, by ukazać światu polską determinację w obronie wolności. Przy BiP KG AK powołał jesienią Biuro Historyczne mające za zadanie gruntowne opracowanie przebiegu walk w stolicy, a na jego szefa mianował płk. Adama Borkiewicza. (Monografia powstania autorstwa Borkiewicza mogła się ukazać drukiem dopiero w 1957 r.).
Efektem działalności Okulickiego w drugiej połowie 1944 r. było opanowanie kryzysu w AK i znaczne wzmocnienie jego pozycji politycznej w kraju. Zgodna i lojalna współpraca z Delegaturą Rządu i jej poparcie spowodowały nawet dość nieoczekiwane rozszerzenie kompetencji Okulickiego w porównaniu z uprawnieniami z listopada 1944 r. Prezydent Raczkiewicz, mianując go komendantem głównym AK 21 grudnia 1944 r. na wniosek delegata rządu Jankowskiego, przyznał Okulickiemu dodatkowo prawo awansowania oficerów do stopnia podpułkownika włącznie oraz nadawania orderu Virtuti Militari.
Raporty Okulickiego do Londynu z przełomu lat 1944 i 1945 pełne są informacji o niemieckich akcjach eksterminacyjnych wobec ludności polskiej, wysiedlaniu jej na masową skalę z terenów przyfrontowych, martyrologii warszawiaków, likwidowaniu pomników i dóbr kultury, niszczeniu Warszawy (depesze z grudnia 1944 i stycznia 1945 r.). Na przykład 11 stycznia 1945 r. meldował: „Masowe wyłapywanie warszawiaków, między innymi z 6 na 7 I całonocna obława w Krakowie. Głośnikowa akcja propagandowa przeciw warszawiakom. Wcielanie pod przymusem i podstępem do ochotniczej służby pomocniczej. Wzmożona akcja propagandowa do współpracy z Niemcami. Doniszczono Warszawę. 27 XII spalono Belweder, 31 XII zniszczono pomniki, wysadzono Sztab Główny oraz ruiny Teatru Wielkiego […]. Wzrost roboty PPR i AL na terenach przyfrontowych. Wzmożona inwigilacja AK. Obawy puczu komunistycznego na Śląsku. Dalsze objawy współpracy NSZ z Niemcami”.
Za niezwykle groźną uważał ożywioną działalność wywiadu sowieckiego i AL nakierowaną na drobiazgowe rozpoznanie struktur AK. Zdawał sobie sprawę, że AK jest w znacznym stopniu zdekonspirowana przez PPR i zrzucane za linię frontu specjalne ekipy sowieckich spadochroniarzy. Sparaliżowanie tej działalności nie było możliwe w końcu 1944 r., tym bardziej że w warunkach okupacji niemieckiej działania kontrwywiadu przeciwko wtyczkom sowieckim w KG AK nie były właściwie prowadzone. Na przykład do końca nie wykryto rzeczywistej roli Włodzimierza Lechowicza, przed wojną wysokiego funkcjonariusza polskiego kontrwywiadu i działacza państwowego, a w rzeczywistości cennego agenta „wojskówki” KPP, czyli wywiadu sowieckiego, od 1933 r. kierowanego przez członka KC KPP Leona Ferszta. Na przełomie lat 1944 i 1945 Lechowicz był szefem Wydziału Propagandy BiP KG AK, członkiem władz konspiracyjnego SD, a zarazem kapitanem AL.
Okulicki miał jednocześnie nadzór nad rozwojem organizacyjnym NIE. W fazie kształtowania się koncepcji konspiracji antysowieckiej zarysowała się różnica zdań między nim a gen. Fieldorfem „Nilem”, który był raczej niechętny włączeniu NIE do konspiracji zaraz po przetoczeniu się frontu, planując działalność tej organizacji bardziej długofalowo. Okulicki kontaktował się z gen Fieldorfem, którego włączył do prac w KG AK (zapewne jako dowódcę NIE) i planował nawet manować go szefem sztabu KG AK, ale ostatecznie 31 grudnia 1944 r. powołał na to stanowisko płk. Janusza Bokszczanina „Sęka”. 9 grudnia 1945 r. Okulicki opracował raport dla Londynu poświęcony organizacji społecznej (wojskowo-cywilnej), tworzonej z myślą o okupacji sowieckiej na podstawie statutu zatwierdzonego w lecie 1944 r. przez gen. Komorowskiego „Bora”, informując, że powinna ona działać już w Wilnie, Lwowie i Lublinie, gdyż specjalni emisariusze zostali tam odprawieni jeszcze przed powstaniem w Warszawie (z pewnością chodziło w tym sprawozdaniu o NIE).
3 stycznia 1945 r. Okulicki spotkał się w majątku Zacisze pod Odrowążem k. Radomska z brytyjską misją specjalną „Feston” (zrzut 26/27 grudnia 1944 r.) pod dowództwem płk. D.T. Hudsona, która miała za zadanie – spóźnione co najmniej o pół roku –m.in. spełniać rolę łącznikową między KG AK a dowództwem sowieckim. Po zajęciu tych terenów przez Rosjan Brytyjczycy ujawnili się, zostali aresztowani przez NKWD, przewiezieni do Moskwy i zwolnieni dopiero po konferencji w Jałcie. W tym czasie Okulicki dokonywał inspekcji kadrowych oddziałów Korpusu Kieleckiego AK pozostawionych w lesie na zimę. W kilka dni później, 12 stycznia 1945 r., odbył w Krakowie konferencję z gen. Fieldorfem „Nilem” i delegatem rządu Jankowskim. Jej tematem były zapewne zagadnienia związane z organizacją NIE. Przypuszczalnie doszło do sformułowania struktury kierowniczej: gen. Fieldorf objął funkcję zastępcy Okulickiego i komendanta Obszaru Południowego, Jankowski zaś reprezentował czynnik polityczny i władze cywilne. Jest też jednak możliwe, że powołano tymczasowy organ kierowniczy na okupację sowiecką, w którym „Nil” reprezentował NIE, pozostając nadal na jej czele.
Po rozpoczęciu przez Armię Czerwoną ofensywy styczniowej Okulicki przebywał w rejonie Częstochowy – oddziały Kedywu miały tam za zadanie ochraniać klasztor paulinów. Zgodnie z depeszą rządu z 17 stycznia 1945 r. Okulicki i KG AK oraz przywódcy cywilni nie zamierzali się ujawniać. Oddziały AK brały udział w walkach z Niemcami. Aby zabezpieczyć żołnierzy przed NKWD i pozbawić Rosjan pretekstu do represji, w porozumieniu z delegatem rządu i na podstawie instrukcji rządowej z Londynu z 14 listopada 1944 r. przewidującej rozwiązanie AK na terenach zajmowanych przez ZSRR gen. Okulicki wydał 19 stycznia 1945 r. rozkaz rozwiązujący AK i zwalniający żołnierzy i przysięgi:
„Żołnierze Armii Krajowej!
Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa Polskiego i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami narodu i realizatorami niepodległości Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą.
W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę, z upoważnienia Pana Prezydenta RP zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi Armii Krajowej. W imieniu służby dziękuję Wam za dotychczasową ofiarną pracę. Wierzę głęboko, że zwycięży nasza święta sprawa, że spotkamy się w prawdziwie wolnej i nieokupowanej Polsce. Niech żyje wolna, niepodległa i szczęśliwa Polska!
Dowódca Sił Zbrojnych w Kraju”.
Rozwiązanie AK, dla wielu niespodziewane, nie wpłynęło jednak na skalę represji stosowanych przez NKWD. Okulicki rozesłał równocześnie w teren rozkazy tajne mające na celu pozostawienie szkieletowej sieci sztabów i struktur, zachowanie łączności radiowej i magazynowanie broni. Miała to być kadrowa, nieliczna w stosunku do demobilizowanej AK, baza dla organizacji NIE. Po zajęciu Warszawy przez wojska sowieckie i „ludowe” WP władze Polskiego Państwa Podziemnego przeniosły się na tereny podwarszawskie wzdłuż linii EKD.
Od pierwszych tygodni „wyzwolenia” Okulicki wykazywał duży realizm w ocenie sytuacji politycznej. Zdając sobie sprawę, że każde wystąpienie z bronią mogłoby być pretekstem do rozległych represji, był przeciwnikiem utrzymania partyzantki antysowieckiej, chociaż miał duże trudności z ograniczeniem żywiołowego „pędu do lasów”. Sprzeciwiał się totalnemu bojkotowi instytucji rządu „lubelskiego”, podzielając powszechną świadomość o konieczności odbudowy kraju. Po 19 stycznia 1945 r. zajmował się głównie problemami wynikłymi z demobilizacji AK, jak na przykład wypłacanie odpraw dla każdego żołnierza, „legalizacja” i zabezpieczanie zagrożonych przed NKWD. Okulicki występował w tym okresie jako komendant Sił Zbrojnych w Kraju.
W lutym 1945 r. rozpoczął pertraktacje ze stronnictwami politycznymi w sprawie wyłonienia przyszłego ośrodka dyspozycji wojskowej i politycznej w związku ze zmianą okupacji. Ze względu na konieczność udziału w tych uciążliwych konsultacjach Okulicki przekazał gen. Fieldorfowi czynności przejmowania struktur AK przez NIE i koordynowanie prac tych organizacji.
15 lutego 1945 r. komunikował gen. Fieldorfowi przez kuriera: „W związku z tą sytuacją musisz w tej chwili chwytać całość spraw w rękę. W tej sprawie piszę do »Wira«, [płk Bokszczanin, szef sztabu AK – J.P.]. Wyobrażam sobie to w ten sposób, że przez »Wira« kierować musisz siatką AK, a równocześnie intensywnie rozwijać NIE. Myślę, że z końcem kwietnia akcja przejęcia powinna być zakończona. To jest konieczne, bo nie wiadomo, jak długo zatrzymają mnie tutaj te sprawy, a poza tym realizacja ośrodka dyspozycyjnego może mnie okupować przez czas dłuższy”.
Organizacja NIE była więc wciąż w stadium organizacyjnym na terenach zajętych przez Armię Czerwoną w wyniku ofensywy styczniowej. Na terenach Polski „lubelskiej” i odciętych kordonem Kresach Wschodnich zapewne już działała. Jednak jedyną, jak dotąd, pozytywną informacją o jej istnieniu w Lublinie i za Bugiem jest wspomniany już raport Okulickiego z 9 grudnia 1944 r. Fieldorfowi nie było dane wypełnić do końca poleceń „Niedźwiadka”. W marcu 1945 r. miało dojść do ich spotkania w Milanówku. Ale dała o sobie znać nowa rzeczywistość: 7 marca 1945 r. NKWD przypadkowo zatrzymał w Milanówku Fieldorfa (pod nazwiskiem Walenty Gdanicki) i jako podejrzany o spekulację został on umieszczony w obozie przejściowym, a następnie, nierozpoznany, wywieziony do łagru w ZSRR.
24 lutego 1945 r. RJN, chcąc ratować niepodległość Polski, uznała postanowienia konferencji jałtańskiej. Decyzja ta postawiła czołowych polityków Polskiego Państwa Podziemnego w pozycji głównych kandydatów niekomunistycznych na członków zapowiedzianego w Jałcie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (TRJN). Celem Stalina stało się teraz usunięcie ich ze sceny, by w ten sposób zapewnić swoim protegowanym dominację w nowym rządzie polskim. 9 marca 1945 r. Okulicki i Jankowski otrzymali, datowane na 6 marca, listy od pułkownika NKWD Pimienowa, występującego jako pułkownik gwardii, z niekonkretną propozycją podjęcia rozmów na temat wyjścia z konspiracji i rozstrzygnięcia najpilniejszych problemów kraju. Pimienow ręczył honorem sowieckiego oficera za bezpieczeństwo polskich przedstawicieli. Według listu sowieckim rozmówcą miał być z upoważnienia marszałka Żukowa i Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej generał Iwanow. Pod tym pseudonimem krył się znany już Okulickiemu ze Lwowa gen. NKWD Sierow, oddelegowany przez Stalina do Polski w roli najwyższego i tajnego nadzorcy KC PPR i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (w tym charakterze występował jako gen. Malinow). Treść obu listów była niemal jednakowa – tylko pismo „Do generała Niedźwiadka” zawierało groźbę, że niezależnie od odpowiedzi spotkanie i tak nastąpi. Doręczenie tych pism adresatom w tym samym dniu dowodziło zsynchronizowania akcji oraz dekonspiracji Okulickiego i Jankowskiego. Bezpośrednim doręczycielem pisma NKWD do Okulickiego był znany mu oficer PAL Stanisław Pieńkoś („Skała”, „Józef Skała”), w ciągu pół roku awansowany przez komunistów ze skromnego majora do stopnia generała brygady. Nominacja ta była zatwierdzeniem samozwańczego awansu, którego Pieńkoś udzielił sobie 29 lipca 1944 r., uczestnicząc w prowokacji Skokowskiego. Pieńkoś był poprzednio w ZWZ od lutego do lipca 1940 był komendantem Rejonowego ZWZ w Skierniewicach wchodzącego w skład ZWZ Łódź znał, więc Okulickiego jeszcze z początków jego służby konspiracyjnej. W kontakcie z Jankowskim i ludowcami pośredniczyły osoby z kręgu konspiracji cywilnej mające kontakt z niezidentyfikowanym oficerem PAL (Pieńkosiem?).
Okulicki, początkowo razem z Jankowskim i Pużakiem, był zdecydowanie przeciwny podjęciu rozmów z Iwanowem ze względu na brak gwarancji, że „będą one miały charakter polityczny, oraz pewność, że propozycje Pimienowa są podstępem. Stanowisko jego było zgodne z depeszą premiera Arciszewskiego z końca lutego niezezwalające mu na ujawnienie się. Nacisk partii wchodzących w skład RJN, głównie ludowców, spowodował jednak, że doszło do pierwszych kontaktów z Pimienowem. O rozmowach informowany był Mikołajczyk i rząd w Londynie. Przeciwko kontaktom z NKWD wypowiadali się w depeszach do kraju p.o. naczelny wódz gen. Anders i szef Sztabu NW gen. Kopański. W czasie wstępnych pertraktacji płk Pimienow wysuwał jako podstawowy warunek rozmów konieczność udziału w nich Okulickiego. 27 marca 1945 r. na wyraźne polecenie wicepremiera Jankowskiego generał Okulicki udał się wraz z nim i z przewodniczącym RJN Pużakiem do Pruszkowa na spotkanie z gen. Iwanowem. Los ostrzegał Okulickiego do końca: kiedy uciekła mu kolejka EKD i zepsuł się samochód, który miał go podwieźć, dojechał do celu przypadkowo kupionym rowerem. Wszyscy trzej przywódcy zostali aresztowani przez NKWD w obecności gen. Sierowa (Iwanowa) w miejscu niedoszłych pertraktacji i natychmiast przetransportowani samolotem do Moskwy. Podczas lotu Okulicki uniemożliwił przeprowadzenie rewizji osobistej, grożąc podjęciem głodówki. Następnego dnia los przywódców podzielili pozostali uczestnicy rozmów, którzy – niezrażeni zniknięciem kierowniczej trójki – stawili się w willi zajmowanej przez NKWD w Pruszkowie. Przewidując aresztowanie, Okulicki wyznaczył na swojego zastępcą płk. Rzepeckiego („Prezes”). Po przewiezieniu do Moskwy ostatni komendant główny AK, wraz z piętnastoma aresztowanymi podstępnie przywódcami Polskiego Państwa Podziemnego, został umieszczony w znanym sobie z 1941 r. więzieniu na Łubiance.

Wstecz
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu